#sepecharecenzuje Ad Astra…

#sepecharecenzuje Ad Astra (2019)

Bardzo ciekawy byłem tej produkcji, nie powiem. Bo rozmach i wizję Interstellara wspominam do dziś z bijącym sercem. Ale w Ad Astrze tej wizji niestety zabrakło, nawet jeśli na efekty specjalne nie poskąpili.

+Pittowi poświęcono 90% czasu. To dobrze i źle. Bo na filmowego Cliffa Bootha zawsze patrzy się znakomicie, ale… (Patrz – nr 1)
+oprawa audiowizualna. Muzyka zbyt jednostajna, ale na kadry narzekać nie można. Przepiękne zdjęcia, żywe i pełne artystycznej wizji.
+podkreślenie największej ludzkiej wady – chciwości (wojny na księżycu, księżycowy Mad Max, mmm)
+i przygnębiająca wizja naszej przyszłości (dla mnie wielce prawdopodobna). Bardziej siedzenie w klitkach na Marsie.
+trochę taki miks gatunków, czasem to wielkie wtf, ale w gruncie rzeczy daje radę

-ogromna waga przywiązana do szczegółowego ukazania psychiki bohatera. Zabieg, który może sporo dać, ale jednocześnie łatwo go spaprać, co też się stało. Te wtrącenia nie są najlepsze.
-bardzo, bardzo dużo podobieństw do wspomnianego Interstellara. Sam pomysł niemal identyczny
-Tommy Lee Jones cienki, podobnie jak reszta obsady (poza Bradem, oczywista)
-mnóstwo głupotek i idiotycznych pomysłów w scenariuszu

No i co mam powiedzieć, 6.5/10. Ad Astra sprawia wrażenie przepisanego zadania domowego, w którym ktoś pozmieniał kilka rzeczy, coby facetka się nie połapała. Ale dla facetki (to jest współczesnego widza) to trochę za mało. Cóż, przynajmniej mam taką nadzieję…

#kino #adastra #bradpitt #scifi #dramat #kosmos #recenzja #film