Moja opinia będzie chyba…

Moja opinia będzie chyba jedną ze spokojniejszych na tagu.

Film był mętny, jak bardzo rozwodnione piwo na festynie w polskim dziesięciotysięcznym miasteczku. Dokładnie taki jak The Force Awakens- mizerny, ale nie wywołał we mnie takiego zawodu jak The Last Jedi. Po tamtym byłem podkurwiony, po tym nawet miałem dobry nastrój, bo jak na tamtą katastrofę sprzed dwóch lat to to było w miarę miękkie lądowanie… ewentualnie z utratą podwozia i obsranymi pasażerami.

Całościowo film to kiepska konstrukcja, pierwsza połowa to wręcz jak robienie nudnego questa w grze komputerowiej,więc nie będę wymieniał wad, dlatego dla odmiany powiem, co mi się podobało:

pokaż spoiler -motyw zakopania mieczy Skywalkerów na farmie na Tatooine jako zakończenie
-motyw wysysania energii życiowej przez Palpiego- to można było zobaczyć dotąd w grach komputerowych (Kotor, JK)
-motyw leczenia ran, który też wystąpił w grach z uniwersum był spoko jako umiejętność Jedi, ale przywracanie komuś życia przez to to trochę przesada
-„adopcja” Rey przez Skywalkerów, tego większość nie cierpi, a dla mnie nie jest to takie złe
-Leia jako szkolona przez Luke’a (podobała mi się ta krótka retrospekcja)
-cała ta scena ze śmiercią Lei i uzdrowieniem Bena wywołały we mnie emocje, jak również duch Hana
-żółty miecz- drobnostka i ostry fan service, ale zawsze coś
-spierdalająca suszarka, coś co kupię kiedyś swojej przyszłej żonie

Takie The Force Awakens 2.0, spodziewałem się, że będzie gorzej. Humor nie tak cringowy jak w TLJ. Niektóre sceny, które miały wzruszyć wywołały szmer i parsknięcia na widowni.
To moje osobiste odczucia.

#starwars #gwiezdnewojny #film