Byłam na „Jokerze”…

Byłam na „Jokerze” i o ile faktycznie Phoenix daje mega popis aktorski i wielki szacunek dla niego, to sam scenariusz dość łopatologiczny i przewidywalny. Nic mnie w tym filmie nie zaskoczyło, reżyser odwołuje się do samych zgranych chwytów, czyli mamy świra niestabilnego emocjonalnie, a widz jest jego zakladnikiem. I przez cały film tylko się zastanawiasz kiedy mu na maxa odpierdoli – czy to już, czy w następnej scenie.

Sorry, to za mało, żeby nazwać film wybitnym. Poza tym sama historia Jokera też do bólu wtórna – maltretowany w dzieciństwie, brak ojca, potrzeba bycia zauważonym, do tego cały czas go ktoś bije na ulicy albo koledzy w pracy robią sobie z niego jaja. Cała fabuła opiera się więc na żądzy zemsty na złym społeczeństwie, jakie to odkrywcze.

Nie rozumiem podniecenia tym filmem, bo serio nic nowego on nie wnosi. Przegryw który mści się na ludziach za własne niepowodzenia życiowe to postać ciekawa chyba tylko dla kogoś, kto sam w głębi duszy taki się czuje i w Jokerze widzi swoje odbicie. Dla mnie to wtórny, bardzo sztampowy bohater, tyle że nieźle zagrany. Takie 5/10 bym dała.

#film #joker #kino #recenzja #niepopularnaopinia